Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afryka. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 czerwca 2013

wyspa szczęśliwa?

Podróż w czasie, w towarzystwie Małgorzaty Szejnert, w miejsce skądinąd oryginalne i dalekie polskiej wyobraźni.
Goździki, białe plaże, kość słoniowa, żółwie, podróżnicy, kolonizatorzy, niewolnicy, sułtański luksus i nędza zwykłych mieszkańców.
Trudna przeszłość naznaczona niszczycielską ekspansją białego człowieka, skomercjalizowana teraźniejszość i niepewna przyszłość. Taka Unguja (Zanzibar w języku tubylców) sportretowana została w tej pięknej opowieści.
Książka jest owocem doskonałej analizy źródeł i archiwów. Mistrzowskie zgłębienie tematu, ubrane w perfekcyjny reporterski styl. Całość uzupełniona bogactwem zdjęć i ilustracji.
Autorka z dużym smakiem i obiektywizmem przedstawia znane postaci i ich losy, zwykłych ludzi i ich bolesne problemy. Najbardziej interesującymi dla mnie historiami są: pośmiertne losy, wędrującego na ramionach oddanych tragarzy, ciała dr Livingstone'a oraz kult tego, którego imienia nie wypowiada się głośno, człowieka-ducha-nietoperza, czyli Popobawy.
Nie jest to przewodnik po Zanzibarze, ani poradnik jak odnaleźć się w egzotycznym świecie.
To książka o kraju, z którego uciekała księżniczka Salme, docierając aż do Bydgoszczy, książka o bohaterach krwawej rewolucji i najkrótszej wojnie świata, trwającej 40 minut. To książka barwna, pełna i bogata. Prawdziwa, polska szkoła reportażu - chapeau bas!

Ocena subiektywna: 5/6.

M. Szejnert, Dom żółwia. Zanzibar, Kraków 2001, 340 s.

Mój Zanzibar AD 2010 
Garstka wspomnień do poczytania: Zanzibar - Dziennik kapitański
Kilka ujęć do obejrzenia:




 








piątek, 18 stycznia 2013

afryka oczami białego

Czarni mają mało i dzielą się chętnie, biali posiadają dużo, ale dzielić się nie chcą. Różnica w postrzeganiu tego, co wspólne, przekłada się na zupełnie inny stosunek do drugiego człowieka. To jedna z przyczyn, która sprawia, że Afryka nie rozumie świata, a świat Afryki.
[Sen pod baobabem]

Na błyszczących kartach Snu pod baobabem, wśród bajecznie pięknych fotografii, pulsuje tętno Afryki, muzyka ziemi, taniec duchów...
Dziennikarz, podróżnik i przedsiębiorca - Tadeusz Biedzki - spakował bagaż, zabrał żonę Wandę i rozpoczął wędrówkę po Północno - Zachodniej Afryce. Po powrocie napisał książkę: o ludziach, którzy stoją w miejscu, mimo że biegają najszybciej na świecie, o ludziach, dla których bieda jest powodem do dumy, o ludziach, którzy odpoczywają, mimo że nie pracują, wreszcie o ludziach, którzy piją krew, handlują dziećmi, uprawiają kanibalizm i praktykują voodoo.
Mentalność Afrykańczyków jest tak niewyobrażalnie różna od naszej, że aż fascynująca. Losy bohaterów, których autor spotyka na swej drodze czasami są przejmujące, a czasami żałośnie komiczne.
Podróżnik opowiada smutną historię Madame Govou, przedstawia baśniowych Dogonów, którzy przybyli z kosmosu, składa krwawą ofiarę, z rozmiłowanymi w fetyszach animistami, a po piętach nieustannie depcze mu niebezpieczny Xavier.
Mnie jednak najbardziej zafascynował rozdział poświęcony Tuaregom - niebieskim rycerzom pustyni. Biedzki pięknie pokazał ich świat - jego tajemniczość, godność i odrębność. Tuareg nieustraszenie patrzy w słońce nad Saharą i przemierza ją wzdłuż i wszerz - prawdziwie wolny. Fantastyczna sprawa.
W stylu i rzetelności autora widać delikatne inspiracje Kapuścińskim. Trochę reportażowo, trochę przygodowo i trochę dramatycznie opowiada Biedzki o Afryce.
Afryce, która tonie w brudzie, bo z zewnętrznego świata potrafi przejąć tylko papier, żelazo i plastik.
Afryce, w której bezlitośnie króluje przemyt i korupcja.
Afryce biednej, zapomnianej, leniwej, nierozumianej i nierozumiejącej, dzikiej i pięknej.
Afryce, która marzy...

PS Jurku, dzięki za ciepły kontynent na tę zimową porę!

Ocena subiektywna: 5,5/6.

T. Biedzki, Sen pod baobabem, Poznań 2012, 332 s.