Kiedy nie masz talentu do niczego, trzeba mieć nadzieję, że masz go chociaż do życia!
["Kiki van Beethoven"]
Niewielka, bardzo przyjemnie i szlachetnie wydana, książeczka Schmitta składa się z dwóch części: opowiadania Kiki van Beethoven i eseju p.t. Kiedy pomyślę, że Beethoven umarł, a tylu kretynów żyje...
Krótkie opowiadanko dotyczy pewnej wesołej staruszki, która w sklepie ze starociami kupuje maskę Beethovena. Wraz z trzema przyjaciółkami, z domu spokojnej starości, czeka aż maska ożyje, pozwalając usłyszeć melodie, tak jak działo się to w młodości każdej z kobiet. Nasza bohaterka, dzięki muzyce, odbywa podróż w głąb siebie. Pomaga jej to zmierzyć się i rozliczyć z bolesną tragedią z przeszłości, zaakceptować teraźniejszość i przyszłość oraz na nowo pokochać utwory zapomnianego kompozytora. Opowieść jest dość wdzięczna i czyta się przyzwoicie, ale Schmitt udowodnił już nie raz, ze stać go na więcej.
Esej natomiast, to już zupełnie inna kategoria. Główne przesłanie dotyczy pytania, które zadaje sobie sam autor - dlaczego zapomniałem o Beethovenie? Opisuje swoje fascynacje muzyczne, odejście od nich i wreszcie powrót, do płynących z utworów Beethovena uniesień. Próbuje dokonać konfrontacji Beethovena z Mozartem. Przywołuje ciekawą, arystotelesowską analizę komedii i tragedii. Jednak są to próby bardzo "nierówne". Momentami zupełnie nieudane, narzucające - nie znoszące sprzeciwu - zdanie autora. Schmitt robi coś, co przyprawia mnie o wysypkę - zaczyna filozofować jak Coelho. O zgrozo! Mam nadzieję, że to tylko chwilowa słabość...
Wydaje się, że pragnął, aby jego słowa pozwoliły czytelnikowi usłyszeć muzykę, nie udało się.
Niestety jako całość - spore rozczarowanie.
Ocena subiektywna: 2,5/6.
E.-E. Schmitt, Kiki van Beethoven, Kraków 2011, 143 s.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Coelho. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Coelho. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 5 lipca 2012
czwartek, 17 maja 2012
ni kryminał, ni wydra
Co też mnie podkusiło? Przecież
wiadomo, że nie lubię Coelho i nie potrafię dać się oczarować jego „fenomenowi”.
Ocena subiektywna: 1/6.
P. Coelho, Zwycięzca jest sam, Warszawa 2009, 346 s.
Rosyjski milioner zabija
przypadkowe ofiary, jedną po drugiej, aby udowodnić swojej byłej żonie, że
popełniła błąd odchodząc od niego i liczy na to, że pełna podziwu dla jego
czynów, niewdzięczna i zdradliwa kobieta opamięta się i wróci do niego na
kolanach. Koniec pieśni.
A dalej można już tylko usnąć, brnąc
przez zagmatwane procesy myślowe mordercy, który wszystko sobie niby
zaplanował, poukładał, a działa jak otępieniec we mgle. Gdzieś tam chodzi,
kogoś tam spotyka, coś obserwuje, a jego ustami Coelho - tradycyjnie już - wymądrza się,
tym razem na temat pieniędzy i sławy – zła tego świata, od których, jak wiadomo, sam
autor nieustannie stroni, brzydząc się karierą… Modelowa obłuda.
Reszta książki to świat
rozkapryszonych reżyserów filmowych, nieszczęśliwych, niedoszłych modelek oraz
szalenie interesujące problemy nadętych gwiazd i producentów filmowych.
Wszystko to podczas jednego dnia i nocy na festiwalu w Cannes.
Wszystko to podczas jednego dnia i nocy na festiwalu w Cannes.
Ileż ten Coelho musiał się nasiłować,
żeby wypełnić niemal 350 stron powieści i pokazać się znowu jako współczesny nauczyciel
i prorok, wskazujący jaką drogą nie iść, czemu nie dać się zwieść i przed czym
się strzec. Mówi o rzeczach oczywistych, jakby jako jedyny, nieomylny
odkrywał przed czytelnikiem nieujawnioną prawdę o świecie castingów, mody i kariery. Frazes
za frazesem. Sztampa, wtórność, wątłość i brak pomysłu, męczące do bólu.
Po raz kolejny stwierdzam, że powieść pod nazwiskiem Coelho to niestety strata czasu, czytana na własną odpowiedzialność.
Ocena subiektywna: 1/6.
P. Coelho, Zwycięzca jest sam, Warszawa 2009, 346 s.
piątek, 11 listopada 2011
kto zna prawdę o kobiecie?
Ocena subiektywna: 2,5/6.
P. Coelho, Czarownica z Portobello, Drzewo Babel, Warszawa 2007, 253 s.
* P.Coelho, Weronika postanawia umrzeć, Drzewo Babel, Warszawa 2003.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


