Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczęście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczęście. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 sierpnia 2013

dokonać niemożliwego

Llosa o miłości i marzeniach. Nie po raz pierwszy, ale tym razem w magicznym i bajecznym świecie dzieci.
Nereida jest najpiękniejsza w klasie. Nic zatem dziwnego, że największym marzeniem Fonsito jest zdobycie pozwolenia na złożenie pocałunku na jej policzku. Ale mała, sprytna kobietka powierza chłopcu nie lada zadanie. Żądanie nie do spełnienia... Jednak czymże jest "niemożliwe" w obliczu miłości i marzeń?
Przepiękna miniatura literacka, wzbogacona olśniewającymi ilustracjami. Ciepła, refleksyjna, wzruszająca historia z błyskotliwie zademonstrowanym przesłaniem. Mistrzowsko nastrojowa i nawet jeśli banalna, to w sposób niesłychanie urzekający.
Na pierwszy rzut oka może rozczarować objętość książeczki, ale wnętrze rekompensuje absolutnie wszystko.
A najwspanialsze jest to, że chce się ją czytać wielokrotnie.

Ocena subiektywna: 5/6.

M.V. Llosa, Fonsito i księżyc, Kraków 2011, 40 s.

środa, 17 kwietnia 2013

inwestycja w przyszłość małego zawiniątka

Rozpieszczać bowiem znaczy dawać mu coś, czego tak naprawdę nie potrzebuje, a odbierać coś, co samo już potrafi.
[Więź daje siłę]

Sięgnęłam po tę książkę  ponieważ zgadzam się z tytułem, jakim opatrzyła ją autorka. Nie ma w niej niczego, czego nie wiedziałabym wcześniej, ale po lekturze utwierdziłam się w przekonaniu, że wszystko co robię - robię dobrze. To ważne, w sytuacji gdy każdy czyn i decyzja niesie ze sobą odpowiedzialność za czyjeś życie, a szczególnie, gdy dotyczy to życia własnego dziecka. W dodatku otoczenie wysyła sprzeczne rady i przekazy i nagle okazuje się, że każdy wie jak najlepiej zaopiekować się maluchem.
Evelin Kirkilionis włożyła w moje ręce talię kart z argumentami, których można użyć w celu odparcia krytyki, że: przytulanie, noszenie (interesująca teoria ssaków-noszeniaków), pieszczoty i reagowanie na płacz nie niosą ze sobą niczego dobrego, tylko kształtują małego rozpieszczucha.
Pod koncepcją "intuicyjnego programu rodzicielskiego" podpisuję się obiema rękami.
Autorka udowadnia jak istotne jest budowanie i wzmacnianie poczucia własnej wartości oraz przestrzeni dla dziecka, spełnianie jego naturalnych potrzeb, wczuwanie się w jego emocje i zaufanie własnemu instynktowi. Ma też dużo zrozumienia dla sytuacji niestandardowych i nieszablonowych.
I choć nie zgadzam się i nie praktykuję idei co-sleepingu, to wszystkie pozostałe założenia kształtują model idealny do zbudowania wzajemnej ufność i poczucia bezpieczeństwa.
To lektura przede wszystkim dla tych rodziców, którzy nie mają jeszcze wyrobionych przekonań co do drogi którą obrać, aby zbudować bezpieczną wieź. Może też przekona niezdecydowanych, że warto wybrać szpital, w którym praktykuje się rooming-in i kangurowanie oraz że chustowanie to jedna z pierwszych fajnych, wspólnych przygód.
Książka krótka, przystępnie napisana, nie przegadana - dla mam, dla tatusiów, a także... dla babć.

Ocena subiektywna: 4,5/6.

E. Kirkilionis, Więź daje siłę, Warszawa 2011, 158 s.

czwartek, 7 marca 2013

la cuisine francaise


Julia Child, żona amerykańskiego dyplomaty, w listopadzie 1948 r. wyjeżdża wraz z mężem do Paryża. W drodze, w restauracji La Couronne zjada pierwszy francuski posiłek i (dość późno - ma bowiem 36 lat) odnajduje swoją życiową pasję - cuisine bourgeoise *).
Odkrywa świat dotąd sobie nie znany, ale nie znany też większości Amerykanek. Postanawia nauczyć się gotować.
Jako pierwsza kobieta kończy prestiżową szkołę kulinarną Le Cordon Bleu. Nie zdaje jednak egzaminu za pierwszym razem, ponieważ jest on zbyt łatwy, a ona zbyt ambitna.
Julia i Paul prowadzą życie niepospolite, dyktowane obowiązkami konsularnymi, ale dzięki temu niezwykle towarzyskie, pełne podróży i przygód. Poznali się na Cejlonie, po ślubie i przyjęciu nowych obowiązków przez Paula, przeprowadzają się do wynajętego w Paryżu mieszkania. Bywają na festiwalu w Cannes, na przyjęciach, wystawach, ucztują i goszczą przyjaciół, w tym ówczesnych mistrzów kuchni francuskiej: Bugnarda, Curnonsky'ego, Rogera Verge i Jima Bearda.
Z Paryża przenoszą się do Marsylii, następnie na krótko do Niemiec i Norwegii. Wszędzie poznają nowe smaki, a Julia czerpie z kolejnych doświadczeń kulinarnych ile tylko się da. Odwiedza niezliczone restauracje, targi, bazary, stragany, porty, winnice i znakomitych przyjaciół. Jest niesamowicie aktywna i pełna życia. W każdym nowym mieszkaniu, które zajmują z Paulem, z wielką starannością urządza kuchnię. Staje się fanatyczką sprzętów. Kupuje miarki, wagi, termometry, wałki, tarki, rondle, sita, patelnie, moździerze i formy do ciast - ma ich coraz więcej i nigdy dość.
Wraz z Simone Beck i Louisette Bertholle pisze "Doskonalenie się we francuskiej sztuce kulinarnej", zawierającą bogactwo i esencję francuskiej kuchni domowej. Po powrocie do Stanów Zjednoczonych prowadzi program telewizyjny "Francuski szef kuchni", w którym spełnia się jako nauczycielka gotowania, aby stać się w końcu boginią amerykańskich gospodyń domowych.
"Moje życie we Francji" to książka o niezwykłej pasji, oddaniu, konsekwencji, pracy i miłości, pełna radości i natchnienia. Uatrakcyjniają ją doskonałe zdjęcia Paula Childa.
Jest to też książka o celebrowaniu życia i o tym jak powstawała inna książka. Jak wiele pracy kosztowało jej napisanie, ale też ile satysfakcji przyniosło. Dokładność i perfekcjonizm autorek zaowocowały stworzeniem prawdziwej biblii kulinarnej. Niech przykładem tego wspaniałego szaleństwa będzie fakt, iż opracowanie przepisu na prawdziwą, domową, francuską bagietkę zajęło dwa lata i wykorzystano do tego 130 kilogramów mąki.
Francja, kuchnia i życie Julii stworzyły wspaniałą całość. U niej samej razi mnie tylko jedna rzecz. Z jednej strony była osobą, która nie umiała mówić o nikim źle, miała bardzo dużo wyrozumiałości i tolerancji dla innych, a z drugiej - dużo większą miłością darzyła jedzenie niż bliskich. Z dystansem podchodziła do siostry, a niechęcią wręcz do ojca. Nie przywiązywała się do nikogo - może poza Paulem - jednak jego, pod koniec życia, również opuściła, pozostawiając chorego w ośrodku opieki.
Zanim przeczytałam "Moje życie we Francji" kilkukrotnie widziałam film "Julie i Julia" w reżyserii Nory Ephron ("Bezsenność w Seattle", "Masz wiadomość") z genialną i urzekającą Meryl Streep. W tym wypadku kolejność prawidłowa i taką chronologię polecam, gdyż książka jest uszczegółowieniem filmu.
Spoglądam tu lewym okiem na najwyższą półkę regału, gdzie dumnie stoją dwa tomy "Mastering the Art of French Cooking" i... aż chce się biec do kuchni!

*) prosta kuchnia domowa

Ocena subiektywna: 4,5/6.

J. Child, współpraca Alex Prud'homme, Moje życie we Francji, Kraków 2010, 474 s.

środa, 30 stycznia 2013

smutna nadzieja Saada

Na loterii narodzin można wyciągnąć dobre lub złe losy.
[Ulisses z Bagdadu]

Domem Saada Saada* jest Irak pod tyrańskimi rządami Saddama Husajna. Chłopak jest wykształcony, zna kilka języków, ma wspaniałą rodzinę, cudowną narzeczoną Leilę i całe życie przed sobą.
I jak nie trudno się domyślić - wojna zabiera mu wszystko...
Aby ratować matkę przed życiem w nędzy, musi wyjechać. Jako ziemia obiecana jawią mu się: Europa, Anglia, Londyn. Wyrusza w drogę za chlebem i wolnością.
Los emigranta nie jest jednak lekki. Podróż jest niezwykle trudna, ksenofobia Europejczyków okazuje się ogromna, a marzenia i nadzieje młodzieńca zderzają się z twardą rzeczywistością bardzo boleśnie.
Ulisses z Bagdadu nie może już wrócić do "swojej Itaki". Droga, którą obrał, prowadzi do celu krętymi ścieżkami, stają na niej wrogowie, ale i przyjaciele.
Wiele tu eterycznych odniesień do homeryckiej opowieści, dzięki czemu  czyta się z dużą przyjemnością łowiąc smaczki, które serwuje autor. Wielkim bogactwem powieści są fenomenalne dialogi z ojcem - przewodnikiem w podróży - postacią niezwykle mądrą, barwną i dowcipną.
Książka jest bardzo subtelna, przejmująca i ciepła. Czyta się szybko i zmusza do refleksji.
Schmitt po raz kolejny dowiódł, że warto poświęcić czas jego pracy.

* Saad Saad - po arabsku Nadzieja Nadzieja, po angielsku Smutny Smutny.

Ocena subiektywna: 5/6.

E.-E. Schmitt, Ulisses z Bagdadu, Kraków 2012, 314 s.

niedziela, 30 grudnia 2012

napuszony paw

Kolejny dowód na to, iż zdanie na konkretny temat najlepiej wyrobić sobie samemu. Zachęcona bardzo pochlebnymi opiniami, sięgnęłam po broszurkę Alicji Werner - bo trudno ją nazwać książką (choć autorka czyni to na każdej niemal stronie) - i żałuję.
Jak diabeł święconej wody unikam poradników typu "jak żyć", ale to miało być coś innego i rzeczywiście...
Kilka banalnych, w koło powtarzanych zdań o tym, jak to warto być zadowolonym z siebie, gonić za marzeniami i spisywać swoje cele na karteczkach. Autorka (trzydziestokilkuletnia nauczycielka, pisząca pod pseudonimem) radzi, poucza, namawia, zachęca, przekonuje, chwali się i wymądrza niemiłosiernie. Niestety nie jest chyba świadoma faktu, że te kilka stwierdzeń to nic odkrywczego, a już na pewno nie jest to dzieło wiekopomne.
Postanowiłam napisać książkę - pisze Werner - postanowienie to nie wszystko. Autorce brak przede wszystkim jakiegokolwiek warsztatu literackiego. Błędy stylistyczne, powtórzenia i irytująca maniera językowa (nie wiem jak wy, ale ja...) rażą niesłychanie. Zdarzają się też przeraźliwe rymy (patrz: choćby sam tytuł). A szczytem wszystkiego jest niechlujstwo językowe, przejawiające się w kolokwializmach typu: dowalę, syf, he he, zdołować itd. Autorka natchniona stylistyką prac magisterskich, robi podsumowania rozdziałów, pisze na okrągło o tym co już było, jakby widząc konieczność ugruntowania "wiedzy tajemnej" w umyśle czytelnika.
A dla kogo pisze? Na pewno dla samej siebie, a także dla osób, które nie czytają niczego poza tabloidami i hasłami reklamowymi na billboardach. Całkowity brak szacunku dla osób, które zdecydują się sięgnąć po to "dzieło". Całość utworu zamknięta jest w sformułowaniach: a raz byłam na szkoleniu..., a czytałam gdzieś..., a zrobiłam sobie... Wzorcowa grafomania.
Tematem książki miał być problem zaniżania poczucia własnej wartości. I miało być zabawnie (jest żenująco), miało być ciekawie (jest banalnie) i miało być "na luzie" (jest infantylnie). Kluczową informacją, przekazywaną przez autorkę, jest ta, że napisała książkę... Miałam wrażenie, że widzę przed sobą puszącego się pawia, któremu pióra jeszcze nie wyrosły, a który leczy swoje kompleksy opublikowaniem kilku nic nie wartych zdań.
Pozycja dostępna jest w formie ebooka na RW2010 jako self-publishing. Doszłam do wniosku, że wolałabym zgubić te 8 złotych. Przynajmniej czułabym się jak gapa zielona, a nie jak nabita w butelkę.
Niedawno wczytywałam się zapamiętale w fotoblog mojej nastoletniej siostrzenicy - ten sam język, ale o niebo ciekawsze treści!

Ocena subiektywna: 1/6.

A. Werner, Mam jedno życie i chcę je przeżyć znakomicie!, ebook, RW2010, 25 s.

czwartek, 13 grudnia 2012

szczęście to norma

Amerykanka Jean Liedloff spędziła część swojego życia wśród wenezuelskich Indian plemienia Yequana. Zafascynowana ich codziennością, a szczególnie metodą wychowania dzieci, napisała książkę o poszukiwaniu zatraconych współcześnie: radości, szczęścia, prawdy, miłości i spełnienia.
Autorka objaśnia teorię działania prawa kontinuum i konsekwencje, jakie niesie ze sobą przerwanie koncepcji głębi macierzyństwa. Popularyzuje zasadę bliskości i więzi. Interesująco uświadamia czytelnikowi, że dziecko w swoim okresie niemowlęcym nie rozumie pojęć z zakresu poczucia czasu, nic dla niego nie znaczą słowa: zaczekaj, chwileczkę czy zaraz. Czas jest nieskończonością, a oczekiwanie niekiedy wręcz bolesnym doświadczeniem.
Liedloff zmusza również do zastanowienia się nad odczuciami dziecka, które dopiero co przyszło na świat. Jak właściwie jest mu po tej stronie? Jej spostrzeżenia są momentami druzgocące... Bezdyskusyjnie udowadnia, że nikt inny, jak właśnie ono zasługuje na całą uwagę, troskę, miłość i czas rodziców. Zgadzam się również z podejściem autorki do problemu przemocy. Ponurą prawdą jest zdanie: "bite dzieci stają się bitymi rodzicami", cytowane za profesorem C.H. Kempe*, a dzieci te nie są nikim innym jak ofiarami ofiar.
W książce razi jednak zbyt duży radykalizm w podejściu autorki do kwestii wychowawczych. Ciężko zgodzić się poglądem, iż całe zło tego świata jest pochodną zbyt rzadkiego przytulania dziecka przez matkę, że brak ciągłości kontinuum jest powodem późniejszych problemów seksualnych, uzależnień, a nawet choroby lokomocyjnej... Nie popieram również tezy o obecności dziecka w życiu seksualnym rodziców. Kompletnie nie przemawia do mnie konieczność wyrzucenia wózka i łóżeczka, aby nie zaburzać bliskości matki z dzieckiem. Nie widzę sensu we wpędzaniu się w poczucie winy za to, że dziecko śpi w swoim łóżeczku, a nie z rodzicami, czy też, że czasami po prostu płacze.
Książka oparta jest na przeciwstawieniu zachodniej cywilizacji światowi Indian, których metody i niektóre zachowania wcale mnie nie przekonują i nie uważam ich za dobre. Autorka zapewnia, że jedynym właściwym, jest podejście zakładające niewielkie zaangażowanie w rozwój malca i zaufanie niezawodnemu instynktowi dziecka, który podpowie mu jak się zachować, aby nie zrobić sobie krzywdy. Dziecko absolutnie potrzebuje uwagi, długich, wspólnych chwil, głębokiego patrzenia w oczy, śpiewania, czytania, mówienia, a nie pozostawienia samemu sobie, przywiązania go do siebie, a jednocześnie nie zwracania na niego uwagi. Model matki wg autorki - sprząta, gotuje, pierze, a dziecko gdzieś tam sobie jest, w pewnym momencie dorasta i cudownym sposobem przyłącza się do pomocy. Fantazja.
Brakuje mi, w koncepcji głoszonej przez Liedloff, miejsca dla taty. W idealnym świecie Liedloff tata praktycznie w życiu niemowlaka nie istnieje, pojawia się dopiero gdzieś tam po czasie, aby zabrać syna na polowanie. Eh, a co z córką?
Na uwagę zasługuje świetny wstęp do wydania polskiego, napisany przez Sylwię Chutnik. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby polska pisarka miała doświadczenia Liedloff napisałaby tę książkę dużo, dużo lepiej.
Podsumowując - tezy bardzo mądre i poruszające przeplatane są utopijnymi pomysłami, kompletnie nie przystającymi do naszej rzeczywistości. Pozycja warta przeczytania, ale koniecznie z wzięciem poprawki na czas kiedy została napisana (lata 70. ubiegłego wieku) i odmienność rzeczywistości Indian w stosunku do życia wśród zachodnich cywilizacji.

*pediatra, krzewiciel praw dziecka, dwukrotnie nominowany do Nagrody Nobla

Ocena subiektywna: 3,5/6.

J. Liedloff, W głębi kontinuum, Warszawa 2010, 186 s.