Rozpieszczać bowiem znaczy dawać mu coś, czego tak naprawdę nie potrzebuje, a odbierać coś, co samo już potrafi.
[Więź daje siłę]
Sięgnęłam po tę książkę ponieważ zgadzam się z tytułem, jakim opatrzyła ją autorka. Nie ma w niej niczego, czego nie wiedziałabym wcześniej, ale po lekturze utwierdziłam się w przekonaniu, że wszystko co robię - robię dobrze. To ważne, w sytuacji gdy każdy czyn i decyzja niesie ze sobą odpowiedzialność za czyjeś życie, a szczególnie, gdy dotyczy to życia własnego dziecka. W dodatku otoczenie wysyła sprzeczne rady i przekazy i nagle okazuje się, że każdy wie jak najlepiej zaopiekować się maluchem.
Evelin Kirkilionis włożyła w moje ręce talię kart z argumentami, których można użyć w celu odparcia krytyki, że: przytulanie, noszenie (interesująca teoria ssaków-noszeniaków), pieszczoty i reagowanie na płacz nie niosą ze sobą niczego dobrego, tylko kształtują małego rozpieszczucha.
Pod koncepcją "intuicyjnego programu rodzicielskiego" podpisuję się obiema rękami.
Autorka udowadnia jak istotne jest budowanie i wzmacnianie poczucia własnej wartości oraz przestrzeni dla dziecka, spełnianie jego naturalnych potrzeb, wczuwanie się w jego emocje i zaufanie własnemu instynktowi. Ma też dużo zrozumienia dla sytuacji niestandardowych i nieszablonowych.
I choć nie zgadzam się i nie praktykuję idei co-sleepingu, to wszystkie pozostałe założenia kształtują model idealny do zbudowania wzajemnej ufność i poczucia bezpieczeństwa.
To lektura przede wszystkim dla tych rodziców, którzy nie mają jeszcze wyrobionych przekonań co do drogi którą obrać, aby zbudować bezpieczną wieź. Może też przekona niezdecydowanych, że warto wybrać szpital, w którym praktykuje się rooming-in i kangurowanie oraz że chustowanie to jedna z pierwszych fajnych, wspólnych przygód.
Książka krótka, przystępnie napisana, nie przegadana - dla mam, dla tatusiów, a także... dla babć.
Ocena subiektywna: 4,5/6.
E. Kirkilionis, Więź daje siłę, Warszawa 2011, 158 s.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matka. Pokaż wszystkie posty
środa, 17 kwietnia 2013
sobota, 29 grudnia 2012
chińska miłość
szóstka minus to zły stopień
[Bojowa pieśń tygrysicy]
Rodzina Chua mieszka w Ameryce.
Sophia jest pianistką, gra od trzeciego roku życia, kocha muzykę, jest niesamowicie zmotywowana, odnosi sukcesy.
Louisa (Lulu) jest skrzypaczką, gra bo zmusza ją do tego mama, pozornie nienawidzi skrzypiec, ale jest w swojej dziedzinie genialna.
Amy - Tygrys w chińskim horoskopie - symbol siły i władzy - w tym przypadku absolutnej. Matka tyle kontrowersyjna co i kochająca.
Jed - mąż, ojciec, Żyd, całkowicie podporządkowany panowaniu swoich kobiet.
Dzieciństwo w rodzinie Chua polega na spełnianiu oczekiwań niesamowicie wymagającej matki. Wielce wygórowane ambicje Amy napędzane są wiarą w sukcesy córek. Zadowala ją wyłącznie perfekcja. Jednak poświęcenie, z jakim spełnia swą filozofię wychowawczą, zasługuje na głęboki podziw.
Codzienność w rodzinie Chua to wielogodzinne ćwiczenia, szantaże, praca, wymagania, polecenia, wyzwiska, kłótnie, bezwzględność, posłuszeństwo i wyrzeczenia. Amy dowodzi, że podobnie jak zachodni, luźny i bezstresowy styl wychowania, jej postępowanie wynika z miłości i wiary w dzieci.
Bohaterami tej książki są także - celowo przeze mnie nie opisywani: Mozart, Mendelssohn, Beethoven, Katrin, Popo, Coco, Puszkin oraz tabuny nauczycieli gry. Jeśli zaintrygowała was rodzina Chua i jej muzyczny świat - zachęcam do przeczytania opowieści chińskiej matki. Bo tak naprawdę opowieść to bardzo radosna, pełna uczuć, emocji i szczęścia.
Ocena subiektywna: 4,5/6.
A. Chua, Bojowa pieśń tygrysicy,Warszawa 2011, 271 s.
[Bojowa pieśń tygrysicy]
Rodzina Chua mieszka w Ameryce.
Sophia jest pianistką, gra od trzeciego roku życia, kocha muzykę, jest niesamowicie zmotywowana, odnosi sukcesy.
Louisa (Lulu) jest skrzypaczką, gra bo zmusza ją do tego mama, pozornie nienawidzi skrzypiec, ale jest w swojej dziedzinie genialna.
Amy - Tygrys w chińskim horoskopie - symbol siły i władzy - w tym przypadku absolutnej. Matka tyle kontrowersyjna co i kochająca.
Jed - mąż, ojciec, Żyd, całkowicie podporządkowany panowaniu swoich kobiet.
Dzieciństwo w rodzinie Chua polega na spełnianiu oczekiwań niesamowicie wymagającej matki. Wielce wygórowane ambicje Amy napędzane są wiarą w sukcesy córek. Zadowala ją wyłącznie perfekcja. Jednak poświęcenie, z jakim spełnia swą filozofię wychowawczą, zasługuje na głęboki podziw.
Codzienność w rodzinie Chua to wielogodzinne ćwiczenia, szantaże, praca, wymagania, polecenia, wyzwiska, kłótnie, bezwzględność, posłuszeństwo i wyrzeczenia. Amy dowodzi, że podobnie jak zachodni, luźny i bezstresowy styl wychowania, jej postępowanie wynika z miłości i wiary w dzieci.
Bohaterami tej książki są także - celowo przeze mnie nie opisywani: Mozart, Mendelssohn, Beethoven, Katrin, Popo, Coco, Puszkin oraz tabuny nauczycieli gry. Jeśli zaintrygowała was rodzina Chua i jej muzyczny świat - zachęcam do przeczytania opowieści chińskiej matki. Bo tak naprawdę opowieść to bardzo radosna, pełna uczuć, emocji i szczęścia.
Ocena subiektywna: 4,5/6.
A. Chua, Bojowa pieśń tygrysicy,Warszawa 2011, 271 s.
Etykiety:
Beethoven,
Chiny,
Chua,
dzieciństwo,
fortepian,
kobieta,
macierzyństwo,
matka,
Mendelssohn,
miłość,
Mozart,
muzyka,
rodzicielstwo,
rodzina,
skrzypce,
sława,
wychowanie
czwartek, 13 grudnia 2012
szczęście to norma
Amerykanka Jean Liedloff spędziła część swojego życia wśród wenezuelskich Indian plemienia Yequana. Zafascynowana ich codziennością, a szczególnie metodą wychowania dzieci, napisała książkę o poszukiwaniu zatraconych współcześnie: radości, szczęścia, prawdy, miłości i spełnienia.
Autorka objaśnia teorię działania prawa kontinuum i konsekwencje, jakie niesie ze sobą przerwanie koncepcji głębi macierzyństwa. Popularyzuje zasadę bliskości i więzi. Interesująco uświadamia czytelnikowi, że dziecko w swoim okresie niemowlęcym nie rozumie pojęć z zakresu poczucia czasu, nic dla niego nie znaczą słowa: zaczekaj, chwileczkę czy zaraz. Czas jest nieskończonością, a oczekiwanie niekiedy wręcz bolesnym doświadczeniem.
Liedloff zmusza również do zastanowienia się nad odczuciami dziecka, które dopiero co przyszło na świat. Jak właściwie jest mu po tej stronie? Jej spostrzeżenia są momentami druzgocące... Bezdyskusyjnie udowadnia, że nikt inny, jak właśnie ono zasługuje na całą uwagę, troskę, miłość i czas rodziców. Zgadzam się również z podejściem autorki do problemu przemocy. Ponurą prawdą jest zdanie: "bite dzieci stają się bitymi rodzicami", cytowane za profesorem C.H. Kempe*, a dzieci te nie są nikim innym jak ofiarami ofiar.
W książce razi jednak zbyt duży radykalizm w podejściu autorki do kwestii wychowawczych. Ciężko zgodzić się poglądem, iż całe zło tego świata jest pochodną zbyt rzadkiego przytulania dziecka przez matkę, że brak ciągłości kontinuum jest powodem późniejszych problemów seksualnych, uzależnień, a nawet choroby lokomocyjnej... Nie popieram również tezy o obecności dziecka w życiu seksualnym rodziców. Kompletnie nie przemawia do mnie konieczność wyrzucenia wózka i łóżeczka, aby nie zaburzać bliskości matki z dzieckiem. Nie widzę sensu we wpędzaniu się w poczucie winy za to, że dziecko śpi w swoim łóżeczku, a nie z rodzicami, czy też, że czasami po prostu płacze.
Książka oparta jest na przeciwstawieniu zachodniej cywilizacji światowi Indian, których metody i niektóre zachowania wcale mnie nie przekonują i nie uważam ich za dobre. Autorka zapewnia, że jedynym właściwym, jest podejście zakładające niewielkie zaangażowanie w rozwój malca i zaufanie niezawodnemu instynktowi dziecka, który podpowie mu jak się zachować, aby nie zrobić sobie krzywdy. Dziecko absolutnie potrzebuje uwagi, długich, wspólnych chwil, głębokiego patrzenia w oczy, śpiewania, czytania, mówienia, a nie pozostawienia samemu sobie, przywiązania go do siebie, a jednocześnie nie zwracania na niego uwagi. Model matki wg autorki - sprząta, gotuje, pierze, a dziecko gdzieś tam sobie jest, w pewnym momencie dorasta i cudownym sposobem przyłącza się do pomocy. Fantazja.
Brakuje mi, w koncepcji głoszonej przez Liedloff, miejsca dla taty. W idealnym świecie Liedloff tata praktycznie w życiu niemowlaka nie istnieje, pojawia się dopiero gdzieś tam po czasie, aby zabrać syna na polowanie. Eh, a co z córką?
Na uwagę zasługuje świetny wstęp do wydania polskiego, napisany przez Sylwię Chutnik. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby polska pisarka miała doświadczenia Liedloff napisałaby tę książkę dużo, dużo lepiej.
Podsumowując - tezy bardzo mądre i poruszające przeplatane są utopijnymi pomysłami, kompletnie nie przystającymi do naszej rzeczywistości. Pozycja warta przeczytania, ale koniecznie z wzięciem poprawki na czas kiedy została napisana (lata 70. ubiegłego wieku) i odmienność rzeczywistości Indian w stosunku do życia wśród zachodnich cywilizacji.
*pediatra, krzewiciel praw dziecka, dwukrotnie nominowany do Nagrody Nobla
Ocena subiektywna: 3,5/6.
J. Liedloff, W głębi kontinuum, Warszawa 2010, 186 s.
Autorka objaśnia teorię działania prawa kontinuum i konsekwencje, jakie niesie ze sobą przerwanie koncepcji głębi macierzyństwa. Popularyzuje zasadę bliskości i więzi. Interesująco uświadamia czytelnikowi, że dziecko w swoim okresie niemowlęcym nie rozumie pojęć z zakresu poczucia czasu, nic dla niego nie znaczą słowa: zaczekaj, chwileczkę czy zaraz. Czas jest nieskończonością, a oczekiwanie niekiedy wręcz bolesnym doświadczeniem.
Liedloff zmusza również do zastanowienia się nad odczuciami dziecka, które dopiero co przyszło na świat. Jak właściwie jest mu po tej stronie? Jej spostrzeżenia są momentami druzgocące... Bezdyskusyjnie udowadnia, że nikt inny, jak właśnie ono zasługuje na całą uwagę, troskę, miłość i czas rodziców. Zgadzam się również z podejściem autorki do problemu przemocy. Ponurą prawdą jest zdanie: "bite dzieci stają się bitymi rodzicami", cytowane za profesorem C.H. Kempe*, a dzieci te nie są nikim innym jak ofiarami ofiar.
W książce razi jednak zbyt duży radykalizm w podejściu autorki do kwestii wychowawczych. Ciężko zgodzić się poglądem, iż całe zło tego świata jest pochodną zbyt rzadkiego przytulania dziecka przez matkę, że brak ciągłości kontinuum jest powodem późniejszych problemów seksualnych, uzależnień, a nawet choroby lokomocyjnej... Nie popieram również tezy o obecności dziecka w życiu seksualnym rodziców. Kompletnie nie przemawia do mnie konieczność wyrzucenia wózka i łóżeczka, aby nie zaburzać bliskości matki z dzieckiem. Nie widzę sensu we wpędzaniu się w poczucie winy za to, że dziecko śpi w swoim łóżeczku, a nie z rodzicami, czy też, że czasami po prostu płacze.
Książka oparta jest na przeciwstawieniu zachodniej cywilizacji światowi Indian, których metody i niektóre zachowania wcale mnie nie przekonują i nie uważam ich za dobre. Autorka zapewnia, że jedynym właściwym, jest podejście zakładające niewielkie zaangażowanie w rozwój malca i zaufanie niezawodnemu instynktowi dziecka, który podpowie mu jak się zachować, aby nie zrobić sobie krzywdy. Dziecko absolutnie potrzebuje uwagi, długich, wspólnych chwil, głębokiego patrzenia w oczy, śpiewania, czytania, mówienia, a nie pozostawienia samemu sobie, przywiązania go do siebie, a jednocześnie nie zwracania na niego uwagi. Model matki wg autorki - sprząta, gotuje, pierze, a dziecko gdzieś tam sobie jest, w pewnym momencie dorasta i cudownym sposobem przyłącza się do pomocy. Fantazja.
Brakuje mi, w koncepcji głoszonej przez Liedloff, miejsca dla taty. W idealnym świecie Liedloff tata praktycznie w życiu niemowlaka nie istnieje, pojawia się dopiero gdzieś tam po czasie, aby zabrać syna na polowanie. Eh, a co z córką?
Na uwagę zasługuje świetny wstęp do wydania polskiego, napisany przez Sylwię Chutnik. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby polska pisarka miała doświadczenia Liedloff napisałaby tę książkę dużo, dużo lepiej.
Podsumowując - tezy bardzo mądre i poruszające przeplatane są utopijnymi pomysłami, kompletnie nie przystającymi do naszej rzeczywistości. Pozycja warta przeczytania, ale koniecznie z wzięciem poprawki na czas kiedy została napisana (lata 70. ubiegłego wieku) i odmienność rzeczywistości Indian w stosunku do życia wśród zachodnich cywilizacji.
*pediatra, krzewiciel praw dziecka, dwukrotnie nominowany do Nagrody Nobla
Ocena subiektywna: 3,5/6.
J. Liedloff, W głębi kontinuum, Warszawa 2010, 186 s.
Etykiety:
bliskość,
Chutnik,
człowieczeństwo,
dzieciństwo,
Liedloff,
macierzyństwo,
matka,
miłość,
psychologia,
rodzicielstwo,
rodzina,
szczęście,
wychowanie,
życie
Subskrybuj:
Posty (Atom)


