Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 lipca 2013

impreza u sąsiada

Trawnik, który rozpoczynał się nad wodą, biegł przez ćwierć mili do drzwi wejściowych, przeskakując po drodze zegary słoneczne i ścieżki wysypane tłuczoną cegła, i gorejące kwietniki, aż wreszcie dopadłszy domu jakby z rozpędu wspinał się na ścianę dzikim winem.
[Wielki Gatsby]

Czy dziś ktoś jeszcze tak pisze?
Fabuła słynnej powieści Fitzgeralda jest przyjemna i nieskomplikowana. Nick Carraway jest sąsiadem Jay'a Gatsby'ego. Poznaje go najpierw jako bohatera opowiadań i zachwytów pięknej Jordan Baker, podczas odwiedzin u kuzynki Daisy. Następnie sam zostaje zaproszony na jedno z głośnych przyjęć u milionera i zaprzyjaźnia się z nim. Obserwuje go i słucha, spędzają razem coraz więcej czasu, w końcu Nick decyduje się pomóc Gatsby'emu w pewnym przedsięwzięciu.
Jay Gatsby, oficer zasłużony w czasie wojny, pełen jest tajemnic, a niejasna przeszłość dodaje mu sławy i atrakcyjności. Kim jest i do czego dąży ten krezus i człowiek sukcesu, a być może zabójca - jak głoszą plotki...?
Okazałe posiadłości, imponujące bankiety, zawrotne fortuny, piękno, bogactwo, kaprysy, zabawa i blichtr - wspaniały klimat lat 20. Miłość i pieniądze, nieodłącznie związane z osobliwą nowojorską moralnością.
Ta powieść, to przede wszystkim językowy majstersztyk. Spotkałam się z opiniami, że książka właściwie opowiada o niczym oraz że brak jej głębi. Wszystko zależy od oczekiwań. Mnie nie zawiodła. Nawet jeśli bieg wydarzeń wydaje się być banalny to wiele rekompensuje fantastyczny styl i warsztat pisarski, a akcja, mimo że dzieje się niespiesznie, to nie nudzi, a wciąga.

Ocena subiektywna: 5/6.

F. Scott Fitzgerald, Wielki Gatsby, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, wyd. IV, Warszawa 1986, 197 s.

wtorek, 30 kwietnia 2013

wiedźmin po raz pierwszy

Dobrze jest zacząć od początku - oczywista oczywistość.
Mimo że tytuł i okładka tego wydania sugerują jakiś koniec, to Ostatnie życzenie otwiera sztandarową serię autorstwa Andrzeja Sapkowskiego i jest pierwszą częścią "cyklu wiedźmińskiego", a także swoistym wstępem do "Sagi o wiedźminie".
Tom Ostatnie życzenie to sześć opowiadań przeplatanych "Głosem rozsądku" i zamkniętych w jego klamrze. Wprowadza w całość wydarzeń, pozwala na poznanie bohaterów sagi i przywiązanie się do nich. Ma subtelnie erotyczny wstęp, kapitalnie wojowniczy środek i wyśmienite zakończenie. W treści jest zwarty, bardzo konkretny i "energetyczny".
Zabrany rodzicom - na podstawie prawa niespodzianki - chłopiec, wychowuje się w Kaer Morhen - wiedźmińskiej twierdzy. Po przejściu serii mutacji i morderczych treningów zostaje jednym z wiedźminów. Ma przyjaciół i wrogów, kochanki i rywali, miecz i białe włosy. Wędruje po świecie, pije piwo, adoruje czarownice i zabija potwory. Słucha, obserwuje, działa. Geralt z Rivii to nieustraszony introwertyk, któremu w pracowitej wędrówce, towarzyszy "świecąca jasno gwiazda ballady" - Jaskier - postać tyle drażniąca, co i komiczna. Pełno tu fenomenalnych dialogów, dynamicznej akcji i fantastycznych postaci kobiecych. Krótkie zdania budują napięcie, a siermiężny język harmonizuje z kolorytem wykreowanego świata.
Styl Sapkowskiego - absolutnie nie do podrobienia. Niekwestionowana klasyka polskiej fantastyki. Uprzedzonych i zniechęconych serialem Marka Brodzkiego zapewniam, że nijak ma się on do baśni Sapkowskiego.

Ocena subiektywna: 6/6.

A. Sapkowski, Ostatnie życzenie, Warszawa 1993, 286 s.

czwartek, 28 marca 2013

LEGEN - wait for it - DARY

Niektóre istoty ludzkie - zwłaszcza kobiety - lubią myśleć, że seks to coś więcej niż tylko seks.
[Kodeks Bracholi]

Seks to seks. A Brachol? Brachol to ktoś więcej niż przyjaciel, ktoś więcej niż brat...
***
Brachol to kompan na całe życie, który zawsze będzie gotów ci pomóc, chyba że będzie miał coś innego do roboty.
***
I choć samo słowo Brachol brzmi dość żenująco i niezręcznie (ang. Bro jest bardziej przyswajalne, ale tak to już jest z analogonami), to można się przyzwyczaić.
Kodeks składa się ze 150 artykułów, które prezentują zasady bycia Bracholem, kanon moralności Brachola i reguły zachowania Broklasy.
Autorem kodeksu jest genialna postać - fikcyjny bohater komediowej serii "Jak poznałem waszą matkę" - Barney Stinson.
Jaki jest Barney? To elegancki podrywacz, którego wizytówką jest nienaganny garnitur i niekończąca się lista zaliczonych kobiet. Rzeczoną książkę zadedykował samemu sobie, jako najlepszemu Bracholowi, jakiego zna. Czy trzeba mówić coś więcej?
Całe to kodeksowe Bracholenie w pewnej mierze definiuje męskość (art. 12, 103, 121, 130), obnaża ją i demonstruje. Kodeks pozwala Bracholowi być głupim i akceptowanym wśród równie głupich. A wszystko to w sposób urokliwy (art. 20, 49, 62, 96) i zabawny (art. 5, 6, 17, 22, 44, 89, 138). Wkrada się tu też matematyka wysokich lotów (m.in. art. 113), pojawia się kilka ważnych instrukcji rysunkowych, kapitalna Przysięga Skrzydłowego oraz zbawienne Prawo Cytryny. Całość wieńczą nieodzowne poprawki i słowniczek, który objaśnia niektóre zwroty Bralektu.
Nie każdy mężczyzna będzie zgadzał się i identyfikował ze wszystkimi artykułami kodeksu, ale to zapewne dlatego, że jest tylko gościem a nie Bracholem...
Typowo amerykańska mentalność i poczucie humoru, pozbawione - na szczęście - wulgaryzmów i przesadnej podłości. Dowcip prezentuje różny poziom, ale można znaleźć coś dla siebie.
Jest to książka - żart. Czytając ją, a raczej bawiąc się nią, należy zachować odpowiedni dystans i dać się oczarować specyficznemu stylowi Barney'a. Wszechobecna jest tu zabawa stereotypami i nie widzę w tym niczego niewłaściwego. Żyjemy przecież w świecie stereotypów, nieustannie je tworzymy i skrzętnie pielęgnujemy.
Czy Kodeks podoba się kobiecie? Oczywiście! Przecież Barney Stinson jest fenomenalny więc wszystko, co mówi, jest absolutnie święte. No i wolno mi być Bracholem i Skrzydłowym, a to jest COŚ!
Książka ma poręczny format, szlachetną oprawę, jest ładnie i solidnie wydana.
Jako ciekawostkę wspomnę, że ulubionymi artykułami są: art. 25, 40, 100, 141 i wiele innych.
Polecam nie tylko fanom serialu (dla nich pozycja obowiązkowa!) jako preludium do dobrego nastroju.

*) tytuł posta jest przywołaniem sztandarowej formuły Barney'a Stinsona.

PS Wydawnictwo Sine Qua Non - dobra robota!

Ocena subiektywna: 5/6.

B. Stinson, M. Kuhn, Kodeks Bracholi, Kraków 2011, 195 s.

czwartek, 21 marca 2013

on patrzy

Nie będę nikim więcej niż widzem i świadkiem czyjegoś szczęścia.
[Obserwator]

Na przedmieściach Londynu grasuje morderca. Jest precyzyjny, ostrożny i dobrze zorganizowany. Zabija samotne, starsze panie, pozornie nie mające ze sobą nic wspólnego. Motyw długo pozostaje zagadką. Sprawa trafia w ręce detektywów Scotland Yardu.
Podejrzenia, siłą rzeczy, padają na bezrobotnego samotnika, tajemniczego dziwaka, który każdego dnia przemierza ulice Thorpe Bay. Zna niemal każdy dom i jego mieszkańców, ich zwyczaje, zajęcia, przyjaciół i każdy szczegół ich codzienności.
Tak, Samson Segal obserwuje ludzi. Co więcej - notuje swoje spostrzeżenia. Czy osobliwy pamiętnik pomaga mu zabijać?
Nasz specyficzny podejrzany podkochuje się w Gillian Ward. Kobieta ma rodzinę, córkę Becky i kota Chucka, prowadzi własna firmę, mieszka w pięknym domu. Zdaje się być idealna. Kocha ją też mąż Tom i zabójczo przystojny trener córki - John, i oddana przyjaciółka Tara. Idylla. W czym zatem tkwi problem?
Powieść obyczajowo jest całkiem niezła. Autorka poświęca swoim bohaterom sporo uwagi, sytuuje ich w określonej rzeczywistości, opisuje ich pragnienia, problemy i rozterki. Jednych lubi się od razu, do innych trzeba się przekonać, a jeszcze innych ciężko polubić w ogóle. Jednak najciekawszą postacią jest Samson, bez którego byłoby chyba trochę nudno.
Jednakże zasadniczym mankamentem tego kryminału jest brak zaskoczenia, brak odrobiny dramaturgii. Owszem, nie domyśliłam się kto jest mordercą  ale też motywy jego działania, skrzętnie tłumaczone później przez autorkę, nie przekonały mnie.
Brakowało tego - Łał! A więc to jest morderca! No tak, przecież, to... i to..., i to.... Jak mogłam tego nie zauważyć?! 
Dlatego trudno jest mi zgodzić się z opinią krytyków, że Charlotte Link jest następczynią Agaty Christie. Mordercy, którego charakter powinien być jądrem zbrodni, brak zdecydowania. Niby jest okrutny i groźny, a jednak pod koniec jego działań widać chaos i brak konsekwencji. Wypala się na oczach czytelnika.
A z drugiej strony nie można autorce odmówić umiejętności stopniowania napięcia i wyzwalania emocji. To jej zdolności obserwacyjne pozwoliły stworzyć psychologiczne obrazki ludzi samotnych, nieszczęśliwych, obłudnych i słabych. Klimat zimowej Anglii, żyjącej w niej małej społeczności i relacji międzyludzkich zostały ukazane w sposób ciekawy i trafny.
Pretensja do wydawcy: nie da się niestety przeoczyć kilku drażniących potknięć korektorskich, czasem są to błędy stylistyczne, czasem logiczne, być może też, w kilku miejscach, wina tłumaczenia.
Cóż, kryminał jeden z wielu, dobry, ale nie genialny. I - jeśli ktoś lubi - typowo hollywoodzkie zakończenie... co raczej dziwi u niemieckiej pisarki.

Ocena subiektywna: 4/6.

Ch. Link, Obserwator, Katowice 2012, 568 s.

czwartek, 7 marca 2013

la cuisine francaise


Julia Child, żona amerykańskiego dyplomaty, w listopadzie 1948 r. wyjeżdża wraz z mężem do Paryża. W drodze, w restauracji La Couronne zjada pierwszy francuski posiłek i (dość późno - ma bowiem 36 lat) odnajduje swoją życiową pasję - cuisine bourgeoise *).
Odkrywa świat dotąd sobie nie znany, ale nie znany też większości Amerykanek. Postanawia nauczyć się gotować.
Jako pierwsza kobieta kończy prestiżową szkołę kulinarną Le Cordon Bleu. Nie zdaje jednak egzaminu za pierwszym razem, ponieważ jest on zbyt łatwy, a ona zbyt ambitna.
Julia i Paul prowadzą życie niepospolite, dyktowane obowiązkami konsularnymi, ale dzięki temu niezwykle towarzyskie, pełne podróży i przygód. Poznali się na Cejlonie, po ślubie i przyjęciu nowych obowiązków przez Paula, przeprowadzają się do wynajętego w Paryżu mieszkania. Bywają na festiwalu w Cannes, na przyjęciach, wystawach, ucztują i goszczą przyjaciół, w tym ówczesnych mistrzów kuchni francuskiej: Bugnarda, Curnonsky'ego, Rogera Verge i Jima Bearda.
Z Paryża przenoszą się do Marsylii, następnie na krótko do Niemiec i Norwegii. Wszędzie poznają nowe smaki, a Julia czerpie z kolejnych doświadczeń kulinarnych ile tylko się da. Odwiedza niezliczone restauracje, targi, bazary, stragany, porty, winnice i znakomitych przyjaciół. Jest niesamowicie aktywna i pełna życia. W każdym nowym mieszkaniu, które zajmują z Paulem, z wielką starannością urządza kuchnię. Staje się fanatyczką sprzętów. Kupuje miarki, wagi, termometry, wałki, tarki, rondle, sita, patelnie, moździerze i formy do ciast - ma ich coraz więcej i nigdy dość.
Wraz z Simone Beck i Louisette Bertholle pisze "Doskonalenie się we francuskiej sztuce kulinarnej", zawierającą bogactwo i esencję francuskiej kuchni domowej. Po powrocie do Stanów Zjednoczonych prowadzi program telewizyjny "Francuski szef kuchni", w którym spełnia się jako nauczycielka gotowania, aby stać się w końcu boginią amerykańskich gospodyń domowych.
"Moje życie we Francji" to książka o niezwykłej pasji, oddaniu, konsekwencji, pracy i miłości, pełna radości i natchnienia. Uatrakcyjniają ją doskonałe zdjęcia Paula Childa.
Jest to też książka o celebrowaniu życia i o tym jak powstawała inna książka. Jak wiele pracy kosztowało jej napisanie, ale też ile satysfakcji przyniosło. Dokładność i perfekcjonizm autorek zaowocowały stworzeniem prawdziwej biblii kulinarnej. Niech przykładem tego wspaniałego szaleństwa będzie fakt, iż opracowanie przepisu na prawdziwą, domową, francuską bagietkę zajęło dwa lata i wykorzystano do tego 130 kilogramów mąki.
Francja, kuchnia i życie Julii stworzyły wspaniałą całość. U niej samej razi mnie tylko jedna rzecz. Z jednej strony była osobą, która nie umiała mówić o nikim źle, miała bardzo dużo wyrozumiałości i tolerancji dla innych, a z drugiej - dużo większą miłością darzyła jedzenie niż bliskich. Z dystansem podchodziła do siostry, a niechęcią wręcz do ojca. Nie przywiązywała się do nikogo - może poza Paulem - jednak jego, pod koniec życia, również opuściła, pozostawiając chorego w ośrodku opieki.
Zanim przeczytałam "Moje życie we Francji" kilkukrotnie widziałam film "Julie i Julia" w reżyserii Nory Ephron ("Bezsenność w Seattle", "Masz wiadomość") z genialną i urzekającą Meryl Streep. W tym wypadku kolejność prawidłowa i taką chronologię polecam, gdyż książka jest uszczegółowieniem filmu.
Spoglądam tu lewym okiem na najwyższą półkę regału, gdzie dumnie stoją dwa tomy "Mastering the Art of French Cooking" i... aż chce się biec do kuchni!

*) prosta kuchnia domowa

Ocena subiektywna: 4,5/6.

J. Child, współpraca Alex Prud'homme, Moje życie we Francji, Kraków 2010, 474 s.

piątek, 8 lutego 2013

śmierć w dyskotece

Julia Dobrowolska (postać z wcześniejszego "Żniwiarza" Grzegorzewskiej) pełni rolę tła, dla gwiazdorzącego w programie detektywistycznym, Wiktora Bergena. Zadanie nudne to i mało ambitne dla, stylizowanej na blond bohaterkę filmów akcji z lat 80., pani detektyw. Rezygnuje więc i decyduje się wykorzystać swój talent do rozwiązania zagadki tajemniczych morderstw w krakowskim klubie-labiryncie. Sprawa staje się o tyle ważna, że świadkiem zdarzeń jest Lola - siostra Dobrowolskiej, a właścicielem klubu - brat Aarona, wspólnego kochanka Julii i Wiktora. Tak, trójkącik.
Krok po kroku, trop za tropem włóczymy się za Dobrowolską po krakowskich nocnych klubach, dyskotekach, toaletach i piwnicach. Wśród oparów alkoholu i woni tanich perfum, ocieramy się o dresy i skórzane kurtki bramkarzy, aby poznać mroczne praktyki i mistyczne ceremonie, dające uciechę majętnym zwyrodnialcom.
Bohaterem powieści jest też miasto - ulice, zaułki, kluby i dyskoteki Krakowa. Dobrze się czyta o miejscach, które były studencką codziennością.
Grzegorzewska daje upust swoim fantazjom, ironizuje, bawi się konwencją i żongluje formą. Pisze luźno i bez zadęcia. Tworzy bohaterów ciekawych, ale celowo nierzeczywistych - przesiąkniętych hollywoodzką manierą. Sporo tu przerysowań, ale też nie wszystko trzyma się ładu i składu. Momentami jest mało racjonalnie, to taki kryminał bez nadmiernej dedukcji. W środku dość przewidywalnie i mało ciekawie, niektóre fakty bardzo naciągane. Ale jest napięcie i ciekawe rozwiązanie zagadki, a to w kryminale - nawet jeśli jest on niewymagający i jest tylko pretekstem do opisania pikantnego romansu i efektownych pościgów - ważne.
Z tej mąki nie powinien wyjść chleb, tymczasem upiekło się coś całkiem zjadliwego, z zakalcem, ale smaczne.

Ocena subiektywna: 4/6.

G. Grzegorzewska, Noc z czwartku na niedzielę, Kraków 2007, 205 s.

niedziela, 30 grudnia 2012

napuszony paw

Kolejny dowód na to, iż zdanie na konkretny temat najlepiej wyrobić sobie samemu. Zachęcona bardzo pochlebnymi opiniami, sięgnęłam po broszurkę Alicji Werner - bo trudno ją nazwać książką (choć autorka czyni to na każdej niemal stronie) - i żałuję.
Jak diabeł święconej wody unikam poradników typu "jak żyć", ale to miało być coś innego i rzeczywiście...
Kilka banalnych, w koło powtarzanych zdań o tym, jak to warto być zadowolonym z siebie, gonić za marzeniami i spisywać swoje cele na karteczkach. Autorka (trzydziestokilkuletnia nauczycielka, pisząca pod pseudonimem) radzi, poucza, namawia, zachęca, przekonuje, chwali się i wymądrza niemiłosiernie. Niestety nie jest chyba świadoma faktu, że te kilka stwierdzeń to nic odkrywczego, a już na pewno nie jest to dzieło wiekopomne.
Postanowiłam napisać książkę - pisze Werner - postanowienie to nie wszystko. Autorce brak przede wszystkim jakiegokolwiek warsztatu literackiego. Błędy stylistyczne, powtórzenia i irytująca maniera językowa (nie wiem jak wy, ale ja...) rażą niesłychanie. Zdarzają się też przeraźliwe rymy (patrz: choćby sam tytuł). A szczytem wszystkiego jest niechlujstwo językowe, przejawiające się w kolokwializmach typu: dowalę, syf, he he, zdołować itd. Autorka natchniona stylistyką prac magisterskich, robi podsumowania rozdziałów, pisze na okrągło o tym co już było, jakby widząc konieczność ugruntowania "wiedzy tajemnej" w umyśle czytelnika.
A dla kogo pisze? Na pewno dla samej siebie, a także dla osób, które nie czytają niczego poza tabloidami i hasłami reklamowymi na billboardach. Całkowity brak szacunku dla osób, które zdecydują się sięgnąć po to "dzieło". Całość utworu zamknięta jest w sformułowaniach: a raz byłam na szkoleniu..., a czytałam gdzieś..., a zrobiłam sobie... Wzorcowa grafomania.
Tematem książki miał być problem zaniżania poczucia własnej wartości. I miało być zabawnie (jest żenująco), miało być ciekawie (jest banalnie) i miało być "na luzie" (jest infantylnie). Kluczową informacją, przekazywaną przez autorkę, jest ta, że napisała książkę... Miałam wrażenie, że widzę przed sobą puszącego się pawia, któremu pióra jeszcze nie wyrosły, a który leczy swoje kompleksy opublikowaniem kilku nic nie wartych zdań.
Pozycja dostępna jest w formie ebooka na RW2010 jako self-publishing. Doszłam do wniosku, że wolałabym zgubić te 8 złotych. Przynajmniej czułabym się jak gapa zielona, a nie jak nabita w butelkę.
Niedawno wczytywałam się zapamiętale w fotoblog mojej nastoletniej siostrzenicy - ten sam język, ale o niebo ciekawsze treści!

Ocena subiektywna: 1/6.

A. Werner, Mam jedno życie i chcę je przeżyć znakomicie!, ebook, RW2010, 25 s.

sobota, 29 grudnia 2012

chińska miłość

szóstka minus to zły stopień
[Bojowa pieśń tygrysicy]

Rodzina Chua mieszka w Ameryce.
Sophia jest pianistką, gra od trzeciego roku życia, kocha muzykę, jest niesamowicie zmotywowana, odnosi sukcesy.
Louisa (Lulu) jest skrzypaczką, gra bo zmusza ją do tego mama, pozornie nienawidzi skrzypiec, ale jest w swojej dziedzinie genialna.
Amy - Tygrys w chińskim horoskopie - symbol siły i władzy - w tym przypadku absolutnej. Matka tyle kontrowersyjna co i kochająca.
Jed - mąż, ojciec, Żyd, całkowicie podporządkowany panowaniu swoich kobiet.
Dzieciństwo w rodzinie Chua polega na spełnianiu oczekiwań niesamowicie wymagającej matki. Wielce wygórowane ambicje Amy napędzane są wiarą w sukcesy córek. Zadowala ją wyłącznie perfekcja. Jednak poświęcenie, z jakim spełnia swą filozofię wychowawczą, zasługuje na głęboki podziw.
Codzienność w rodzinie Chua to wielogodzinne ćwiczenia, szantaże, praca, wymagania, polecenia, wyzwiska, kłótnie, bezwzględność, posłuszeństwo i wyrzeczenia. Amy dowodzi, że podobnie jak zachodni, luźny i bezstresowy styl wychowania, jej postępowanie wynika z miłości i wiary w dzieci.
Bohaterami tej książki są także - celowo przeze mnie nie opisywani: Mozart, Mendelssohn, Beethoven, Katrin, Popo, Coco, Puszkin oraz tabuny nauczycieli gry. Jeśli zaintrygowała was rodzina Chua i jej muzyczny świat - zachęcam do przeczytania opowieści chińskiej matki. Bo tak naprawdę opowieść to bardzo radosna, pełna uczuć, emocji i szczęścia.

Ocena subiektywna: 4,5/6.

A. Chua, Bojowa pieśń tygrysicy,Warszawa 2011, 271 s.

poniedziałek, 1 października 2012

opowiadanie i słuchanie


Tytuł niewielkiej powieści Magdy Dygat sugeruje raczej smutną i przepełnioną żałością historię, tymczasem Biedną panią Morris czyta się się tak, jakby słuchało się opowieści starej przyjaciółki na kwiecistym balkonie, przy dobrej, pachnącej kawie. Przed nami rozciąga się panorama Paryża z wieżą Eiffla w tle, panorama marzeń i pragnień niespełnionej kobiety... Snująca swoją opowieść przyjaciółka jest mądra i dojrzała, czeka i jest gotowa na to, co może ofiarować życie. Niezwykle ciekawe zestawienie pokoleniowych różnic i podobieństw jednocześnie. Interesująco poprowadzona krytyka rozwiązań tymczasowych. 
Książka dobrze napisana, wzruszająca, lekka i wciągająca, ale przyjemnie refleksyjna. Barwny i mądry język dodatkowo uprzyjemnia lekturę. Autorka potrafi, na przekór tematyce, wzbudzić w czytelniku ciepłą zadumę, wiarę i optymizm. 
Propozycja na miłe, jesienne popołudnie (tyle wystarcza na przeczytanie) - dla pań i na poznanie fragmentu duszy i pragnień kobiety - dla panów. Nadspodziewanie przyjemna.

Ocena subiektywna: 4/6.

M. Dygat, Biedna pani Morris, Kraków 2003, 158 s.

czwartek, 20 września 2012

zdenerwowanie przed podróżą

Daniel ma 38 lat, jest Szwedem, mieszkającym z narzeczoną Anną, w Stanach Zjednoczonych. Otrzymawszy informację o śmierci matki – Astrid – wybiera się do Paryża, miasta w którym się wychował. Moment uporządkowania spraw po zmarłej mamie okazuje się mieć przełomowe znaczenie w jego życiu. Bohater próbuje zrekonstruować wydarzenia, które doprowadziły do rozstania z Astrid w niezgodzie. Rozmowy z jej psychoterapeutką, lekarzem, ostatnim kochankiem i przyrodnią siostrą odkrywają przed nim obraz, którego się nie spodziewał, albo nie chciał zobaczyć. Daniel nigdy nie poznał swego ojca przez co oceniał matkę bardzo okrutnie i niesprawiedliwie, a następnie, na kilka lat, całkowicie ją odtrącił.
Powrót do Paryża to dla Daniela podróż w głąb siebie, a świadomość utraty jedynej naprawdę bliskiej osoby zaczyna go stopniowo przerażać i wywoływać tytułową gorączkę przed podróżą, przed samotnym wędrowaniem przez resztę życia.
Pełno tu silnych emocji: brak porozumienia, lęk przed bliskością, wrażenie zawodowego i osobistego niespełnienia, kryzys wieku średniego, rany, bolesne tajemnice, blokady emocjonalne, niedomówienia i wreszcie świadomość niemożliwości nadrobienia straconego czasu. Wszystkie te przeżycia stawiają Daniela na życiowym zakręcie. Jest to proza dojrzała, bardzo kameralna, skupiona i subtelna. Dotyka skomplikowanych relacji rodzinnych, ukrytych w zakamarkach świadomości. Konstrukcja powieści jest formą układanki, której stopniowo odkrywane elementy układają się w przejrzystą historię.
Taka niepolska ta książka, uniwersalna, pozbawiona naleciałości lokalnych. Ale też nie jest utworem spektakularnym czy odkrywczym, momentami raczej sennym i ponurym, ale chyba takim miał być i to jest w nim dobre. Zasługuje także na uznanie za dojrzałość, język i ciekawą konstrukcję.

 
Ocena subiektywna: 4/6.

M. Łoziński, Reisefieber, wyd. II zmienione, Kraków 2001, 220 s.


wtorek, 17 lipca 2012

kolorowe piekiełko

Wiktoria w wieku dwudziestu lat, ginie nocą w parku z rąk bandyty. Trafia do piekła, gdzie podpisuje pakt dający jej posadę diablicy i zadanie prowadzenia z aniołami targów o dusze zmarłych. Jej opiekunem w nowej rzeczywistości zostaje ponętny diabeł Beleth, a przyjaciółką sama Kleopatra - najbardziej doświadczona i przewrotna diablica wszech czasów. 
Dziewczyna nie mogąc pogodzić się ze swoją śmiercią wraca na Ziemię i robi masę niepotrzebnego zamieszania. Całość fabuły opiera się na rozterkach bohaterki, która nie potrafi zdecydować czy darzy głębszym uczuciem kolegę ze studiów - Piotra, czy swojego nowego przewodnika Beletha. Ale to już było... 
Mimo, że sięgając po tę pozycję, nie oczekiwałam literatury wysokich lotów, to nie udało mi się uniknąć uczucia rozczarowania. Książka panny Miszczuk jest mało wymagająca. W dialogach brak zręczności i kreatywności, a dowcip jest mało błyskotliwy. Sama bohaterka ma mało ciekawą osobowość, jest pełna skrupułów, kompletnie nie wie czego chce, a jej zachowania są schematyczne. Dodatkowo posiada nieznośną manierę częstego zdrabniania imienia "Piotr". Niektóre postaci są interesujące, choć potraktowane powierzchownie, niektóre niestety całkowicie bezbarwne. Zaciekawia oryginalna kreacja piekła jako wyspy szczęśliwości, przypominającej raczej nieustannie imprezującą Ibizę niż przerażające czeluści potępienia. Minusem wydawniczym są infantylne zdjęcia z tyłu okładki. Nie tak wyobrażam sobie przystojniaka, dla którego traci się głowę, ani  też seksownego diabła - uwodziciela. 
Typowy romans studencki i raczej czytadło do tramwaju lub pociągu. 
A cały mój problem z tą książką polega nie na tym, że nie wciąga czy nudzi, bo tak nie jest, trafiła po prostu do złego i "za starego" adresata.

Ocena subiektywna: 3,5/6.

K. B. Miszczuk, Ja, diablica, Warszawa 2010, 414 s.

wtorek, 3 lipca 2012

sadystka i masochista

Przekonałem się, że przynajmniej w moim wypadku nie jest prawdą, iż miłość wyciera się, ubożeje lub gaśnie od długiego użycia. Moja miłość rosła każdego dnia. 
[Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki]

Ciężko się pisze o tak lekko i dobrze napisanej książce.
Czyta się wspaniale i jednym tchem.
Narrator i jednocześnie główny bohater zakochuje się raz, w wieku 15 lat, na kolejne lat 40. A jest to miłość obsesyjna, namiętna, perwersyjna, wciągająca w toksyczny związek, wędrujący przez Peru, Paryż, Londyn i Tokio.
Ona - piękna, ponętna, pełna życia i temperamentu, nieokiełznana i dzika, wymagająca i bezkompromisowa, wzorowa egoistka, zdolna do wszystkiego - ciągle niegrzeczna dziewczynka.
On  - spokojny, wykształcony, inteligentny, elegancki, czuły i pełen melancholii, zdolny do wszystkiego...dla niej - Ricardo.
Niezwykle barwna historia miłości przeciwieństw. Pełna kolorowych, intrygujących, momentami symbolicznych postaci. Całość osnuta na tle rewolucji historycznych i obyczajowych.
I choć wiadomo, że ona to kobieta - narkotyk, która żyje otulona w kłamstwo, jak w piękny, elegancki szal, a on zawsze dokonując wyboru - wybierze ją - nie nudzi to i nie nuży, a fascynuje, wciąga, zadziwia, smuci i wzrusza.
Literacki noblista z 2010 roku zdecydowanie nie rozczarowuje.

Ocena subiektywna: 6/6.

M.V. Llosa, Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki, Kraków 2009, 380 s.

wtorek, 26 czerwca 2012

romantyczny krwiopijca

Bez krwi nie ma wampira. Jest to substancja, która decyduje o jego istnieniu, podobnie jak o istnieniu człowieka.
[Wampir. Biografia symboliczna]

Wampiry - bohaterowie kultury ludowej, kiczu, hollywoodzkich produkcji, ale też literatury - utworów Mickiewicza, Byrona, Goethe'go, Słowackiego, Reymonta, Gogola, Baudelaire'a.
Monumentalna książka prof. Marii Janion, najwybitniejszej w tej chwili w Polsce, znawczyni literatury romantycznej, jest pierwszym tomem cyklu Romantyczne okolice śmierci.
To bardzo kompleksowe ujęcie tematyki mitu wampirycznego i wskazanie jego silnego zakorzenienia się, wpływu na człowieka i jego twórczość. Książka stanowi opracowanie naukowe, oparte momentami na interpretacjach psychoanalitycznych. 
Janion zwraca uwagę, że wampir w wersji folklorystycznej pozwalał poruszyć tematy tabu, jest tworem emanującym silną erotyką, ale jego działania charakteryzują się też sadyzmem, wiążą się z nekrofilią (odwrócenie motywu wampirycznego, gdzie to człowiek żąda od wampira zaspokojenia seksualnego), a przede wszystkim są - w sposób najbardziej oczywisty - śmiercionośne. Eseje zawierają bardzo wiele odwołań do "Draculi" Brama Stokera i książek Anne Rice, które stały się najwyraźniej podstawą przemyśleń. Autorka poświęca dużo miejsca powiązaniom wampira z duchami, upiorami, wilkołakami, a także wątkom kobiecym: kobiecie uległej oraz femme fatale. 
Niestety mimo szerokiego ujęcia tematu, daje się odczuć poważny brak wniosków. Kompilacja poglądów pozbawiona jest szerszej analizy, a przede wszystkim solidnego podsumowania.
Autorka podzieliła swe dzieło na dwie części. Pierwsza z nich - eseistyczna - nosi tytuł "Wampiriada". Zawiera bardzo wiele ilustracji, rycin, reprodukcji malarstwa, plakatów oraz kadrów filmowych.
Druga to wybór literatury podmiotu - fragmenty utworów bądź całe opowiadania, na których oparte są wcześniejsze analizy. Duży plus i miłe zakończenie fragmentem "Chrztu ognia" Sapkowskiego i przywołaniem postaci mojego, absolutnie ulubionego, literackiego wampira - Emiela Regisa Rohellec Terzieffa - Godefroy'a.

Ocena subiektywna: 5/6.

M. Janion, Wampir. Biografia symboliczna, Gdańsk 2008, 567 s.

wtorek, 5 czerwca 2012

każde życie to materiał na książkę


Ja do tej tutaj ziemi
przybita jestem konwaliami...
[A. Osiecka]
 
Tak bardzo cenię tę książkę, że długo zbierałam się do napisania o niej. Towarzyszy mi od kilkunastu lat, pełna słów, które są potrzebne jak powietrze.
Teksty czytane Agnieszki Osieckiej, to coś zupełnie innego niż jej piosenki (spośród których, są takie, których nawet nie lubię).
Życie poetki było niebanalne i niezwykłe, jak ona sama. Autorka pisze trochę o dzieciństwie, o domu, rodzicach, o szkole. Zamieszcza spore fragmenty skrupulatnego pamiętnika poetki, wspomnienia przyjaciół, rozmowy, cytaty, wiersze. Dużo tego i zdjęć. Jest to mniej książka, a bardziej tkanina, ręcznie malowana, lekka, zwiewna, ale i taka do przytulenia.
Turowska zebrała ogrom materiału, a pisząc prosto, przyjaźnie i bezpretensjonalnie nie wkracza niepotrzebnie w jakieś zbędne, naukowe dywagacje. Pokazuje Osiecką pełną życia, wolną, nie dającą się ograniczać żadnym konwenansom i  regułom - kobietę w biegu,  pędzącą przez życie, jak wiatr między drzewami. Z drugiej strony jest to wiatr czasem omijający ludzi, samotny, smutny i nieszczęśliwy.
Są ludzie, których nie umiemy opowiedzieć… twierdziła Agnieszka Osiecka. Zofii Turowskiej udało się fenomenalnie opowiedzieć Agnieszkę.
Dla kochających poezję – pozycja obowiązkowa. Dla nie będących tego pewnymi – tym bardziej.

Ocena subiektywna: 6/6.

Z. Turowska, Agnieszki. Pejzaże z Agnieszką Osiecką, Warszawa 2000, 273 s.

sobota, 10 marca 2012

prawdziwy, muzułmański dom


O czym może marzyć kobieta, jakie może mieć ambicje poza małżeństwem i zaspokojeniem seksualnym? Żadnych! To są oswojone zwierzęta i takiego wymagają traktowania. Tak... zwierzęta domowe nie powinny pasożytować na naszym życiu prywatnym, mają czekać w domu, aż będziemy mieli czas, żeby się z nimi pobawić. [Opowieści starego Kairu]

Wiadomym było, że jeśli ja przeczytam tę książkę, to całą historię, egzotyczną kulturę, historię polityczną i zalety języka literackiego przyćmi mi problematyka kobieca i ciężko będzie spojrzeć na całość w oderwaniu od tego tematu.
Lata 1917-18, trwa walka Egiptu z okupacją angielską, autor powieści otwiera nam drzwi do domu silnie tradycyjnej i opierającej się na ortodoksyjnych zwyczajach religijnych rodziny kairskiej.
Na pierwszym planie wesoły, powściągliwy, tolerancyjny i pełen uprzejmości As-Sajjid (arab. Pan)  - mąż i ojciec rodziny. W oczach sąsiadów i przyjaciół człowiek wspaniały i darzony szacunkiem. W domu terroryzuje bliskich swym gwałtownym charakterem i dyktaturą, oczekuje ślepego posłuszeństwa wobec zasad, które określa sam, nie zachowując przy tym żadnych konsekwencji.  W dążeniu do przeżywania przede wszystkim przyjemności, żyje między pobożnością a rozpustą. Jego żona – Amina - jest wzorem posłuszeństwa, które traktuje jako swój najwyższy obowiązek. Córki usiłują stać się jej wierną kopią, a synowie prezentują trzy różnorodne postawy wobec świata.  Jasin, podobnie jak ojciec, czerpie z religii i tradycji - dającej mu sporą dozę wolności - same przywileje. Fahmi jest młodzieńcem świadomym politycznie i zaangażowanym w działalność organizacji rewolucyjnej. A najmłodszy Kamal, patrząc na dom i świat zewnętrzny oczami dziecka, miota się między zakazami i nakazami, próbujący zrozumieć rządzące otoczeniem prawa.
Członkowie rodziny As-Sajjida każdego dnia odzierani są przez niego z godności i należnej im miłości. Tradycje wychowawcze, role w społeczeństwie, zwyczaje, obrzędy i rytm dnia ukazują jak trudno było być członkiem egipskiej rodziny, kobietą, matką, córką, synem i dzieckiem - jak trudno było, a może i nadal jest.
Z zainteresowaniem i pełnym przekonaniem sięgnę po kolejne części trylogii Mahfuza.

Ocena subiektywna: 5/6.

N. Mahfuz, Opowieści starego Kairu, PIW, Warszawa 1989, 503 s.