Drugie spotkanie z Bastardem Rycerskim.
Tym razem, w przeciwieństwie do pierwszego tomu, moja cierpliwość nie została po królewsku nagrodzona. Nużący początek nie rozwinął się zgodnie z moimi oczekiwaniami.
Nieustannie toczy się walka o przetrwanie Królestwa Sześciu Księstw. Skrytobójca po powrocie z ostatniej misji bardzo powoli wraca do zdrowia, błąka się po zamku, jest zagubiony, jakby sam nie wiedział co ma robić i kogo słuchać. Momentami postępuje irracjonalnie, prymitywnie i naiwnie. Jego miłość do Sikorki znajduje odwzajemnienie, a wątek rozwija się dość dynamicznie. Bohater pod wpływem chwili kupuje u handlarza wilka, który dzięki Rozumieniu staje się jego najbliższym przyjacielem.
Denerwująca postać Błazna, choć może ciekawa, nie daje rady się obronić. Autorka rozwlekle opisuje relacje ludzkie przez co, mam wrażenie, przestałam lubić pewne postacie. Bardzo przeze mnie ceniony Brus został potraktowany marginalnie i poświęcono mu tu bardzo mało uwagi. Fabuła jest zdecydowanie bardziej przewidywalna niż poprzednio. Brak tu impetu, życia, akcji, wszystko dzieje się jakby w obrębie jednej przestrzeni. Nie da się ukryć, że autorka podzieliła postaci na dobrych i złych w zbyt oczywisty sposób. Ciekawy temat choroby zwanej kuźnicą prawie wcale nie został rozwinięty, Moc i Rozumienie również potraktowano po macoszemu. Mizernie rozwinięte motywy fantastyczne są zdecydowanie słabą stroną tego tomu. Pojawia się wątek Pradawnych, który niestety również nie znajduje kontynuacji. Chyba miałam za duże oczekiwania...
Całkowicie zniechęcona do sięgnięcia po trzeci tom.
Ocena subiektywna: 2,5/6.
R. Hobb, Królewski skrytobójca, Warszawa 1997, 667 s.
wtorek, 25 września 2012
czwartek, 20 września 2012
zdenerwowanie przed podróżą
Daniel ma 38 lat, jest Szwedem, mieszkającym z
narzeczoną Anną, w Stanach Zjednoczonych. Otrzymawszy informację o śmierci
matki – Astrid – wybiera się do Paryża, miasta w którym się wychował. Moment
uporządkowania spraw po zmarłej mamie okazuje się mieć przełomowe znaczenie w
jego życiu. Bohater próbuje zrekonstruować wydarzenia, które doprowadziły do
rozstania z Astrid w niezgodzie. Rozmowy z jej psychoterapeutką, lekarzem,
ostatnim kochankiem i przyrodnią siostrą odkrywają przed nim obraz, którego się
nie spodziewał, albo nie chciał zobaczyć. Daniel nigdy nie poznał swego ojca
przez co oceniał matkę bardzo okrutnie i niesprawiedliwie, a następnie, na
kilka lat, całkowicie ją odtrącił.
Powrót do Paryża to dla Daniela podróż w głąb siebie,
a świadomość utraty jedynej naprawdę bliskiej osoby zaczyna go stopniowo
przerażać i wywoływać tytułową gorączkę przed podróżą, przed samotnym
wędrowaniem przez resztę życia.
Pełno tu silnych emocji: brak porozumienia, lęk przed
bliskością, wrażenie zawodowego i osobistego niespełnienia, kryzys wieku
średniego, rany, bolesne tajemnice, blokady emocjonalne, niedomówienia i
wreszcie świadomość niemożliwości nadrobienia straconego czasu. Wszystkie te
przeżycia stawiają Daniela na życiowym zakręcie. Jest to proza dojrzała, bardzo
kameralna, skupiona i subtelna. Dotyka skomplikowanych relacji rodzinnych,
ukrytych w zakamarkach świadomości. Konstrukcja powieści jest formą układanki,
której stopniowo odkrywane elementy układają się w przejrzystą historię.
Taka niepolska ta książka, uniwersalna, pozbawiona
naleciałości lokalnych. Ale też nie jest utworem spektakularnym czy odkrywczym,
momentami raczej sennym i ponurym, ale chyba takim miał być i to jest w nim
dobre. Zasługuje także na uznanie za dojrzałość, język i ciekawą konstrukcję.
Ocena subiektywna: 4/6.
M. Łoziński, Reisefieber, wyd. II zmienione, Kraków 2001, 220 s.
wtorek, 7 sierpnia 2012
spacer po cmentarzu
Część opowiadań z "Rzeźnika drzew" była już publikowana w innych zbiorach i antologiach. Ten tort, składający się z dwunastu, ładnie podanych kawałków otwiera Szkolenie. Krótki i surowy, ale bardzo lekki i zabawny tekst o przygotowaniu do zawodu jednego z pracowników cmentarza. Masz charakter, żeby pilnować krnąbrnych umarlaków?
Tytułowy Rzeźnik drzew stanowi naprawdę dobry materiał na większą formę. Pilipiuk opowiada o zmartwieniu młodego księdza, który próbuje wyjaśnić tajemniczą śmierć dwóch drwali porządkujących cmentarne alejki. Potrzebny będzie prawdziwy fachowiec!
Operacja "Jajca" to miła bajeczka z chińskim klimatem w PRL-owskiej Warszawie. Opowiastka przyjemna, ale dość przewidywalna. Zabawna koncepcja upadku komuny w Polsce.
Kolejna jest Sprawa Filipowa. Motywem przewodnim jest podróż w czasie i próba niedopuszczenia, przez carskich agentów w Petersburgu, do użycia broni biologicznej. Sporo i ciekawie się dzieje.
Opowiadanie pt. Szantaż ukazuje, specyficzną dla Pilipiuka, alternatywną historię, w której supermocna Polska grozi Moskwie nową bronią. W mojej opinii - najsłabszy punkt zbioru. Jest zbyt statycznie, brakuje tempa i akcji. Szkoda, ale wieje nudą.
W opowiadaniu Czytając w ziemi Pilipiuk - z wykształcenia archeolog - daje upust swojej wiedzy i wyobraźni. Wraz z dwoma naukowcami zabiera nas na Pomorze, do rozpoczęcia wykopalisk archeologicznych. Czyta się bardzo dobrze, jest zajmująco i ciekawie się rozwija. Kapitalny opis okolicy, wsi, charakterystyka rdzennych mieszkańców. Niestety zakończenie następuje zbyt szybko i w sumie niewiele wyjaśnia, jakby pochodziło z innej historii. Gdyby nie rozczarowujący finał opowiadanie byłoby naprawdę dobre.
Na lekkie nawiązanie do klimatów Jacka Komudy pozwolił sobie autor w miniaturce Połoz, czyli historii o tym jak to wąż we wiosce straszył, a jego pogromcy chciwością się popisali. Jest wesoło, kpiarsko i z humorem na dobrym poziomie.
Opowiadanie Bunt szewców traktuje o rebeliantach z innego wszechświata, którzy odbywają na Ziemi karę za haniebne niepowodzenie i opracowują plan pomyślnego powrotu do domu. Oryginalny kosmiczny nastrój, pomysłowe rozwiązania i trzymający w napięciu dramatyzm, czyli śmiały materiał na osobną powieść. Najlepsze opowiadanie tomu.
Dziewiąte opowiadanie to Poddasze, którego fabuła oparta jest na mrocznej tajemnicy. Nowy lokator strychu w warszawskiej kamienicy, poznaje tragiczny sekret znanego malarza. Opowieść bardzo smutna w klimacie, ale całkiem dobra, z udanym zakończeniem.
Świetne Serce kamienia, to nieco makabryczna opowieść o dziewczynie zaklętej w posąg marmurowego anioła. Historia ta - podpisana również imieniem żony autora Katarzyny Pilipiuk - nie dość, że posiada morał, to została wspaniale zbudowana wokół tematyki ostatniej woli osobliwego staruszka, od początku do końca przebiega dynamicznie i niesłychanie interesująco.
Zdecydowanie mniej ciekawa jest Teatralna opowieść. Główny bohater zostaje wciągnięty w życie teatru, gdzie odnajduje ludzi pragnących zapomnieć o zewnętrznym świecie. Jest zbuntowanym bratankiem wyskoko postawionego PRL-owskiego urzędnika, który chroni go w zakamarkach Teatru Narodowego, przed "pójściem w kamasze". Dla mnie opowieść niepotrzebnie filozofująca, mało fantastyczna i zbyt ponura.
Ostanie opowiadanie w zbiorze to Ślad oliwy na piasku. Po raz kolejny wkraczamy w klimat archeologii, ale w nieco lżejszym klimacie niż we wcześniej wspomnianym Czytając w ziemi. Ślad... zdecydowanie bliższy jest przygodom Indiany Jonesa, a i miejscem akcji nie jest już Polska, a Bliski Wschód. Bohaterowie odnajdują ślad Edenu, i próbują zmierzyć się z magiczną legendą. Trochę intrygi, szczypta tajemnicy i nadzieja na odnalezienie panaceum na choroby świata.
Tort zjedzony. Rzadko zdarza się zbiór opowiadań trzymających tak jednolicie dobry poziom. Całości dopełnia świetna i zachęcająca okładka autorstwa Piotra Cieślińskiego. Pilipiuk potrafi stworzyć naprawdę dobry klimat i zaskoczyć pomysłami.
Ocena subiektywna: 5/6.
A. Pilipiuk, Rzeźnik drzew, Lublin 2009, 479 s.
wtorek, 24 lipca 2012
komentarz do codzienności
Bo życie to jest takie pole minowe. Przeszedłeś kawałek? To podziękuj. I zrób następny krok. Jeden. Nie puszczaj się biegiem - jeden krok. To jest wiara.
["Tak sobie myślę"]
Są książki, które - mówiąc obrazowo - "oczyszczają pole...", pozostają w nas na długo, czasem na zawsze, sprowadzają myśli na inne tory, nie dają spokoju, odświeżają spojrzenie na życie. Bo dziennik Jerzego Stuhra nie jest książką o chorobie - jest to książka o życiu, o cieszeniu się nim, szacunku dla niego, w końcu o oczekiwaniu na nie.
Jesień 2011 to czas, kiedy aktor rozpoczyna walkę z chorobą nowotworową i tworzenie zapisków w zeszycie podarowanym przez córkę. Na początku pisze dla siebie i najbliższych. W pewnym momencie decyduje się na wyjawienie swoich myśli i obserwacji czytelnikom, sympatykom, każdemu kto będzie chciał poznać spostrzeżenia aktora na temat sztuki, artyzmu, teatru, filmu, sportu, życia, polityki. Demonstruje również, po raz kolejny, swoją wielką miłość do rodziny.
Książka pełna jest szacunku dla innych twórców, trafnych uwag, interesujących sądów i krytyk, optymizmu i nadziei. To świadectwo człowieka spełnionego, dumnego ze swojej pracy i osiągnięć, uczącego poszanowania dla tradycji, człowieka i działalności artystycznej. Takie spotkanie z panem Stuhrem, to wielka przyjemność, tym bardziej że każdy wpis w dzienniku charakteryzuje wielka kultura języka.
Widziałam też w tym czasie "Tydzień z życia mężczyzny" na TVP Kultura, oglądało się niezwykle mając w głowie dzisiejszy obraz tego wyjątkowego artysty.
Mądra, intymna, ciepła, wzruszająca i dowcipna - lektura, do której się wraca.
Ocena subiektywna: 6/6.
J. Stuhr, Tak sobie myślę, Kraków 2012, 268 s.
["Tak sobie myślę"]
Są książki, które - mówiąc obrazowo - "oczyszczają pole...", pozostają w nas na długo, czasem na zawsze, sprowadzają myśli na inne tory, nie dają spokoju, odświeżają spojrzenie na życie. Bo dziennik Jerzego Stuhra nie jest książką o chorobie - jest to książka o życiu, o cieszeniu się nim, szacunku dla niego, w końcu o oczekiwaniu na nie.
Jesień 2011 to czas, kiedy aktor rozpoczyna walkę z chorobą nowotworową i tworzenie zapisków w zeszycie podarowanym przez córkę. Na początku pisze dla siebie i najbliższych. W pewnym momencie decyduje się na wyjawienie swoich myśli i obserwacji czytelnikom, sympatykom, każdemu kto będzie chciał poznać spostrzeżenia aktora na temat sztuki, artyzmu, teatru, filmu, sportu, życia, polityki. Demonstruje również, po raz kolejny, swoją wielką miłość do rodziny.
Książka pełna jest szacunku dla innych twórców, trafnych uwag, interesujących sądów i krytyk, optymizmu i nadziei. To świadectwo człowieka spełnionego, dumnego ze swojej pracy i osiągnięć, uczącego poszanowania dla tradycji, człowieka i działalności artystycznej. Takie spotkanie z panem Stuhrem, to wielka przyjemność, tym bardziej że każdy wpis w dzienniku charakteryzuje wielka kultura języka.
Widziałam też w tym czasie "Tydzień z życia mężczyzny" na TVP Kultura, oglądało się niezwykle mając w głowie dzisiejszy obraz tego wyjątkowego artysty.
Mądra, intymna, ciepła, wzruszająca i dowcipna - lektura, do której się wraca.
Ocena subiektywna: 6/6.
J. Stuhr, Tak sobie myślę, Kraków 2012, 268 s.
czwartek, 19 lipca 2012
warszawski zorro
Książka to legendarna i kultowa. Najpoczytniejszy, bodajże kryminał czasów PRL-u. Wielce wnikliwy i barwny portret ówczesnej Warszawy i Polski Ludowej.
Lata 50. - warszawski śnieg i warszawska wiosna, warszawskie kawiarnie, targowiska, tramwaje, konduktorzy, kelnerzy, szatniarze, barmani, zapachy, nastroje, uczucia. Na ulicach stolicy pojawia się tajemniczy mściciel, który ostro rozlicza się z bezkarnymi bandytami. Milicja i lekarze mają pełne ręce roboty. Mieszkańcy miasta czują, że w końcu ktoś zaczyna dbać o ich bezpieczeństwo i pełni wdzięczności, ruszają na pomoc "sprawiedliwemu". Łotrzykowskie podziemie przygotowuje się do wojny, a serce panny Majewskiej - przypadkowo wplątanej w wir wydarzeń - do miłości.
Niewątpliwie dużym bogactwem powieści Tyrmanda są intrygujące i świetnie zbudowane postacie. Pozycja językowo - pełna smaczków, fabularnie - ciekawie poprowadzona, obyczajowo - wciągająca. W opisach momentami ciężkawa, przegadana i kanciasta, a pojawiający się lawinowo bohaterowie mogą wprawić w denerwujące zagubienie, ale w akcji wartka i żwawa, przez co docenia się ją dopiero po przeczytaniu.
PS Juni, dziękuję za chwilowe pozostawienie egzemplarza, czytało się tym przyjemniej, że zdobyty wspólnie :)
Ocena subiektywna: 4,5/6.
L. Tyrmand, Zły, Warszawa 1990, 655 s.
Lata 50. - warszawski śnieg i warszawska wiosna, warszawskie kawiarnie, targowiska, tramwaje, konduktorzy, kelnerzy, szatniarze, barmani, zapachy, nastroje, uczucia. Na ulicach stolicy pojawia się tajemniczy mściciel, który ostro rozlicza się z bezkarnymi bandytami. Milicja i lekarze mają pełne ręce roboty. Mieszkańcy miasta czują, że w końcu ktoś zaczyna dbać o ich bezpieczeństwo i pełni wdzięczności, ruszają na pomoc "sprawiedliwemu". Łotrzykowskie podziemie przygotowuje się do wojny, a serce panny Majewskiej - przypadkowo wplątanej w wir wydarzeń - do miłości.
Niewątpliwie dużym bogactwem powieści Tyrmanda są intrygujące i świetnie zbudowane postacie. Pozycja językowo - pełna smaczków, fabularnie - ciekawie poprowadzona, obyczajowo - wciągająca. W opisach momentami ciężkawa, przegadana i kanciasta, a pojawiający się lawinowo bohaterowie mogą wprawić w denerwujące zagubienie, ale w akcji wartka i żwawa, przez co docenia się ją dopiero po przeczytaniu.
PS Juni, dziękuję za chwilowe pozostawienie egzemplarza, czytało się tym przyjemniej, że zdobyty wspólnie :)
Ocena subiektywna: 4,5/6.
L. Tyrmand, Zły, Warszawa 1990, 655 s.
![]() |
| Zły, grafika: Marek Oleksicki |
Subskrybuj:
Posty (Atom)






